2016-02-29 22:28:50

kura, klucha i kremowa poducha

Sory za tą poduchę. Ma się nijak do przepisu.
Ale mi się zrymowało. I już MUSIAŁO tak zostać.

To trochę tak jak z piosenką, która się pojawi. Usiądzie w głowie wygodnie i wyjść nie chce, jak upierdliwa sąsiadka. I będzie tak brzęczeć w uszach, aż się nie wysłucha od początku do końca.
Ten rym popełnił tą samą zbrodnię. Pojawił się i przyćmił inne słowa.

Też tak czasem macie?

 1

2016-02-29 22:18:14

koktajl tropikalny z granolą

Koktajlowo już u mnie było nie jeden raz.
Zazwyczaj są to akcje związane z kaktusowymi ochotami, albo moimi chce misiami.
Choć u mnie występują rzadko. Bardzo rzadko.

A takie riki-tiki-tropiki to też niekoniecznie moje klimaty.
Muszę bardzo chcieć.

To wyszło spoko. Więc jak lubicie, to polubicie!

1

2016-02-29 22:10:51

mac and cheese

Bardzo amerykańska potrawa.
Niekoniecznie zdrowa. Na pewno sycąca i na pewno bomba kaloryczna.
I pyszna. Co tu dużo ukrywać.

Kojarzy mi się z produktami typu otwórz, podgrzej i wsuwaj.

Nie mówię, że to złe.
Absolutnie! To wygodne i czasem zbawienne.

Tym razem jednak w wersji domowej.
Po gotowce raczej nie sięgam.

Chyba, że budyń.

2

2016-02-21 20:46:22

sernik bardzo puszysty

Bardzo. Bardzo. Bardzo.
Najpuszystszy, jaki do tej pory zrobiłam.

Bardziej serowa pianka.
Puch.

Lekki. Delikatny. Wilgotny.

Zaprzeczenie tradycyjnego, polskiego sernika.

Piekłam za długo chyba.
Chociaż kaktus mówi, że nie.
Bo spiekł się od góry.
Ale to ponoć fajne w nim.

Poza tym... Po prostu się rozpływa.
A my dzięki niemu...

1

2016-02-21 20:24:41

tarta z szynką, cukinią i marchewką

To jest jeden z tych przepisów, które zawsze odkładałam na potem.
Bo mi się nie chciało.
Aż przyszedł moment, że mi się inspiracja załączyła.
Żeby zrobić coś pycha. I ładnego.

No to zrobiłam.
I się cieszę, bo jak spróbowałam, to będzie mi się chciało częściej.

1

2016-02-21 20:05:58

pomidorówka

Poniedziałkowa pomidorowa to klasyka gatunku i kwintesencja polskiego obiadowego menu.
Gdyby nie skrajne uwielbienie przeze mnie pomidorów, robiłabym ją z sentymentu.

U nas zazwyczaj była z makaronem. I zabielana /jednym z najfajniejszych rytuałów pomidorówkowych było oblizywanie łyżki po śmietanie/.
Podana na talerzu z duraleksu, pałaszowana łyżką z plastikową rączką.
I koniecznie na tacce w dziecięce wzorki. Bo rozlewałam.
A później repeta. I wylizywanie talerza.
A na koniec wycieranie dziurawej brody...

Kaktus jadł z ryżem /skrajnie rozgotowanym - żeby z jednego ziarna ryżu robiły się dwa/. I nadal taką preferuje.
Zabielali już w garnku.
Powiedział mi przed chwilą, że śmietana zawsze się zbryliła.
I że to było super.
Bo oznaczało dom.

Niby tylko zupa. Niby tylko pomidory.
Ale jakie ukochane.

DSC05294

2016-02-19 17:24:50

2016-02-16 13:59:24

kamień z napisem love

Nigdy nie byłam wylewna, uczuciowa, towarzyska. Raczej wycofana i wyobcowana. Z dystansem i ostrożnością podchodziłam do ludzi. I bardzo, bardzo długo się oswajałam. Świat przeżywałam w środku i dla siebie. Nie czułam potrzeby dzielenia się tym czy tamtym.

W sumie to nadal wiele z tych cech mi zostało. A nawet większość.

Poznajcie małe love story.
Pomyślcie o swojej miłości. Nieważne jakiej. Nie ważne do kogo, czego.
Jutro zakonkursujemy.

DSC05498

2016-02-07 23:19:45

domowy budyń pomarańczowy

Siedziałam w oczekiwaniu na badanie lekarskie i mi się zaczęło marzyć.
O jedzeniu, wiadomo.

Widziałam oczyma wyobraźni rzekę pomarańczowego budyniu.
I drzewa cynamonowe.

Więc jak już się ze wszystkim uporałam i rozsiadłam w domu - nie posiedziałam.
Poszłam budyń majstrować.

I jest.

DSC05418

2016-02-07 23:11:41

faworki

Kto jada ostatki, ten piękny i gładki.
Tak mi kiedyś mówili.
A teraz mi się i przypomniało, i skojarzyło.

Chrusty zawsze babcia smażyła.
A teraz ja.

Te powstały na tłusty czwartek. Zgodnie z tradycją.
A przepis dopiero dziś, niestety.
Ale też akuratny.
Bo przecież mardi gras jest!

DSC05351