taka sobie justa

Jestem owsiankożercą. Burakomaniakiem. Dyniojadem. Kaszoświrem. Mlekożłopem. Winopijcą.

_DSC0614

Każdego roku chorobliwie czekam na polski sezon truskawkowy. I ogórkowy.
Nie ma dnia bez jabłka.

Nabiał jest moim motorem napędowym. Robię serniki ze wszystkiego i ze wszystkim.
Za słodką, waniliową masę serową /bez cytryny i takich tam/ mogłabym zrezygnować z mojego ukochanego porannego spaceru z pyrą.
Chyba.

Jestem wyznawcą jedynej słusznej drożdżówki /okrągła, z wywinmiętymi brzegami, nie za bardzo wyrośnięta, z plackiem sera na środku i z lukrem. broń Boże z kruszonką i rodzynkami!/ i jedynego słusznego pączka /z marmoladą/.
Codziennie rano dygam do sklepu po tą drożdżówkę.
Zjadam ją z kaktusem. Na pół.
Taki rytuał.

I jem mięso. I gluten.

Chomikuję przepisy. Długo je trawię. Improwizuję. Działam na oko. I na nerwy.

No i jestem cholerykiem. We wrzątku kąpanym.

Piszę czarne scenariusze. W odcieniu czarnej dziury. Jak się nie sprawdzą mam siedem razy więcej radości.

I chyba używam zbyt dużo krótkich zdań. Albo tych prawie-zdań.

Staram się uczyć na błędach. A jak za bardzo się staram, to bardzo często mi nie wychodzi.

Najbardziej lubię Czarodziejkę z Marsa. I marzę o grupie SuperSaiyan, których mogłabym karmić.

Nie daję sobie w kaszę dmuchać. Przez to często jem zimną. I uważam, że Zabłocki /ten od mydła/ też tak miał.

Mam tendencje do zachowań skrajnych, huśtawki nastrojów, kumulacji emocji i spekatakularnych wybuchów rangi supernowej.

Lubię jednorożce, wróżki, kolor różowy i księżniczki Disneya.
Czytam bajki.

Naiwnie wierzę w inteligentnego rozmówcę i domyślnego faceta.

Mam pannę psa, która ma uszy jak motylowe skrzydła, ogon jak husarskie pióra i krzywy ryjek. Zwie się pyra. Lubi jeść ze mną ogórki i kefir. Jest strasznym tchórzem.
Kocham ją.

W kuchni czuję się wolna. I szczęśliwa. Na swój sposób.

Po prostu uwielbiam kucharzenie. Zwłaszcza piekarnikowanie.
Chociaż chyba jednak wszystko.

Kocham. I jestem kochana. A to najważniejsze.

Poznajcie mnie. Spróbujcie.
I kaktusa.
Bo nie ma justy bez niego.
I nie ma jego bez justy.
Po prostu.

A! Moje niebo pachnie drożdżami. I tymiankiem.

_DSC0269

_DSC0351