2014-05-24 23:27:03

chałka

W ramach sobotniego wypiekania - chałka. Pyszna. Puszysta. Kusząca.

Zamarzyła mi się. Mam trochę fioła na punkcie drożdżowych wypieków. Nie potrafię ich jeść. Po prostu wpierniczam.

A chałka... Mmm. Bujam w obłokach chałkowych na samo wspomnienie śniadanka.

fot5

Jak to jest zrobione?

/bazowałam na przepisie z Ziołowego Zakątka/

  • 15 g świeżych drożdży
  • 100 ml wody
  • 100 ml mleka
  • 3 łyżki cukru brązowego
  • łyżeczka soli
  • 425 g mąki + około 150 g w zapasie
  • 2 jaja
  • 50 g masła
  • dodarkowo: jajo, łyżka mleka, sezam i mak /do wykończenia/

fot1

fot2

Z drożdży przygotowuję rozczyn. Podgrzewam trochę mleka, dodaję drożdże i łyżeczkę cukru, mieszam do jednorodnej cieczy i odstawiam. Czekam, aż pojawi się pianka - to znak, że drożdże pracują.

Do dużej miski wlewam ciepłe /35-40 stopni Celsjusza/ mleko i wodę, dodaję drożdże, odstawiam na około kwadrans. Roztapiam masło. Jaja rozkłócam.

Do miski dodaję mąkę, cukier i sól. Powoli wyrabiam ciasto. Dodaję stopniowo jaja i masło. Wyrabiam. Dodaję zapas mąki - podsypuję, wyrabiam. Tyle, ile trzeba - czyli tyle, ile zje ciasto.

I teraz zaczyna się zabawa w prawdziwe wyrabianie. Bo chałkę wykręcam przez pół godziny. Włączam jakąś power-booster listę i działam.

Po pół godzinie przekładam ciasto do wysmarowanej olejem miski. Nakrywam ścierką. Odkładam w ciepłe miejsce na 2 godziny. Po około 40 minutach odgazowuję ciasto. Po upływie kolejnych 40 - odgazowuję ponownie /wystarczy pięścią uderzyć ciasto/.

fot3

fot4

Po upływie 2 godzin dzielę ciasto na 4 w miarę równe części. Formuję z nich wałki. Oprószam blat mąką, rozkładam wałki. Łączę końcówki na samej górze. I przekładam wałki jeden pod drugim. Albo nad drugim. Albo trzecim. Robię to ekstremalnie dowolnie /ale w sieci można znaleźć cudowne filmy instruktażowe, do których - niestety, nie mam cierpliwości/. Zaplecioną chałkę przekładam na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Nakrywam ścierką i odkładam na 30-40 minut. Niech się napuszy.

Piekarnik rozgrzewam do 180 stopni Celsjusza.

Po przerwie na kawę dwukrotnie smaruję chałkę rozkłóconym jajem z mlekiem. Posypuję sezamem i makiem.

anigif

Piekę ciasto 30-40 minut. Jak zaczyna mocno się rumienić - okrywam folią aluminiową.

fot41

Aromat wydobywający się z piekarnika rekompensuje czaso- i pracochłonność przygotowania chałki. Czekam, aż przestygnie /zwykle wychodzę wtedy z domu - po jakieś pierdoły do sklepu, bo ciężko się powstrzymać przed spałaszowaniem natychmiast/. Cykam zdjęcia.

I wsuwam. W moim ulubionym zestawieniu: z masłem, miodem i szczypiorem.

fot6

 

Komentarze:

Dodaj komentarz: