2016-05-03 22:34:05

munkaron

Szybko i prosto już bywało.
I jest znowu. Tu i teraz.
Kuchnia azjatycka kojarzy mi się z ekspresowym wykonaniem. Nie wiem czy słusznie, czy nie. I nie patrzę przez pryzmat polskiego chińczyka na ulicy, bo to nudle i kukurydza z puszki, ale poprzez jakieś skojarzenia z edukacji książkowej, filmowej i internetowej.
Nie miałam okazji podróżować po Azji i raczej się na to nie zapowiada.
Może ktoś z Was był?
Może mi opowie, jak smakuje i jak szybka jest ta kuchnia?

1

2016-05-18 10:54:18

jabłecznik owsiankowy

Mam niezwykłe spaczenie, żeby próbować wszystkie ciasta odchudzić.
Taka anty-kaloryczna zmora mnie dopadła, i trzyma, jak rzep pyrowego ogona /oczywiście szlajała się już i powplatała jakieś syfy do futra i potem podgryzała, jak walczyłam o jej odkołtunienie/.
Efektem tej maniakalnej dekaloryzacji łakoci jest - między innymi - dzisiejsze ciacho.
Jabłecznik.
Dietetyczny.
Próbujcie!

 1

2016-05-22 19:56:17

ekspresowa ogórkowa

W zeszłym roku kaktus zrobił swoje pierwsze ogórki kiszone.
Niekoniecznie tego się spodziewaliśmy.
Są zbyt czosnkowe i zbyt chrzanowe.
Masakra.

Ale u mnie szamanie się nie marnuje.
Postanowiłam wykorzystać je do zupy. Ogórkowej, rzecz jasna.
Dodałam do tego sklepowy przecier ze słoika...
I wiecie co?

PYCHA!

1

2016-05-27 12:06:38

zbrulaj sobie jaja

czyli jajo brulee na kanapce.

Na pierwszą myśl przychodzi coś między 'co?' a 'hę?'.
Jakiś bohater Dragon Balla powiedziałby /cytują jedyną słuszną wersję francuską/ 'Ce n'est pas possible!', a Han Solo wypaliłby nieśmiertele 'I have bad feelings about this'.

Nic bardziej mylnego!
Possible jest i feelingsy dobre też.

I jajo przypalone też jest pycha.

Może nie jest to śniadanie na co dzień, ale od czasu do czasu - rewelacja!
Ktoś spróbuje?

1

2016-05-29 14:10:56

chleb ekspresowy

To miały być ciabatty na śniadanie.
Miały. Ale nie były.
Chleb za to wyszedł.

A dlaczego?
Bo zmęczona justa robiła w środku nocy zaczyn. I pomyliła mąki. I zaczyn nie wyszedł.
A pieczywa w domu nie było. Sklepy pozamykane. I dupa.

Pomieszałam więc trochę tego i tamtego, dałam drożdże i nawet nie czekałam za długo, aż wyrosną.
Ciasto się bujało w czasie rozgrzewania piekarnika /fakt - mam starego klamota, więc trochę to trwa/ i potem hop, siup! - pieczemy.

I upiekło się.
Pyszne, chrupiące, pszenne cudo.

1