2015-07-14 14:00:28

poznańJemy. plac wielkopolski

Uważam, że jednym z serc miasta i w ogóle miejscowości - jest rynek.
Rynek, targ, targowisko, jarmark...
Miejsca te mają jakiś niesamowity czar, urok i magię. Lokalną. Swojską.
Są bardzo naturalne i nieudawane.

Chociaż ceny są czasami zawrotne.
Ale to kwestia miejsca, czasu, sezonowości.
I umiejętności negocjacji jarmarcznych... :)

1

Postanowiłam więc przedstawić poznańskie ryneczki.
Bo czemu nie? To taki miły przerywnik!
Iść z zamiarem kupienia kilku truskawek, a wracać nie mogąc udźwignąć nowej sterty świeżych warzyw, owoców i kwiatów. I mięs. I ryb. I pieczywa.
I wszystkiego takiego.
Jak gacie chcesz - też kupisz.
Niemieckie słodycze i chemia - też się znajdzie.
I drobne AGD.
A czasem nawet jakieś ezoteryczne klunkry się przytrafią.

A czasem spotkasz starych znajomych, którzy po włoszczyznę pędzą.
I się przypomina, uśmiecha, plotki zbiera...

2

3

4

Targowisko na Placu Wielkopolskim jest pierwszym , na którym zaczęłam swoją targo-poznańską przygodę.
Dlatego pierwszy w relacji.
Do najtańszych w Poznaniu nie należy. Ba! Zdaje się być jednym z droższych.
Ale jest 3 minuty od ratuszowych koziołków. W sercu miasta.
I dlatego może tętni życiem, głosami, aromatami i smakami tak intensywnie.
Budki z kwiatami, mięsem, fajkami, rybami, pieczywem - te mają swoje stałe godziny funkcjonowania.
Ale stragany? Po dzisiejszej rozmowie z kupcami /tak! tu używam tego słowa!/ dowiedziałam się, że w dobre dni to od 4 do 22 można kupić sobie warzywko.
Zależy od pogody, dnia tygodnia, miesiąca i takich tam.
Ale zawsze jest to zdecydowanie większa część doby.

5

6

7Ryneczek, tak BTW, znajduje się na Placu Wielkopolskim.
Otoczony jest pętlą tramwajową - świetny dojazd /lepszy dochód/, między ulicami Solną i 23 lutego.

8

9

10
Osobiście nie cierpię miejsc publicznych.
PUBy, bary - unikam. Restauracje - raz na ruski rok. Kino - sporadycznie. Teatr - od święta. Muzeum - zakurzone... tylko parki lubię.
A ryneczki - kocham.

12

11

Komentarze:

KolorowaMatka o 2015-07-14 19:01:55 napisał:
Oj jak mnie brakuje takiego rynku w moich okolicach. I jeśli ceny są aktualne, które widnieją na zdjęciach to wcale nie jest drogo :) We Wrocławiu w zwykłych warzywniakach jest drożej.
Uwielbiam klimat takich miejsc. Można owoce i warzywa pooglądać na wielu straganach i wybrać najładniejsze i od najsympatyczniejszego pana :)
justa o 2015-07-14 22:07:54 napisał:

ceny są z dzisiejszego przedpołudnia :) a na moim najkochańszym ryneczku można wszystko dostać o 1-3 zł taniej /zależy co kupujemy/. tak pi razy drzwi.

bastalena o 2015-07-14 20:19:22 napisał:
Ja też z tych rynkowych bywalców ;) Osobiście nie lubię kupować warzyw w supermarketch, od wielkiego święta jedynie. Ryneczki mają moc, potwierdzam!
pozdrawiam!
justa o 2015-07-14 22:09:30 napisał:

mój nos jest targowiskowo-przeczulony. w nowym mieście wyczuwa azymut na targowe smakołyki :D

Beata Redzimska o 2015-07-15 08:51:51 napisał:
O jaki sympatyczny ten ryneczek i tyle smacznych rzeczy mozna na nim dostac. Pozdrawiam serdecznie Beata
justa o 2015-07-15 18:52:46 napisał:

oj tak, już przy wejściu ślinotok się załącza :D

francuska bomnonierka o 2015-07-15 09:19:21 napisał:
Ja też uwielbiam rynki! Tetutaj przedstawione bardzo przyjemne ;)
justa o 2015-07-15 18:53:22 napisał:

takie niby normalne, ale każdy ma swój klimat :)

Peace.Happiness.Family o 2015-07-15 10:11:57 napisał:
Nie wiedziałam, że też jesteś z Poznania :). Uwielbiam poznańskie rynki, targi itd. Jak byłam mała zawsze chodziłam po zakupy na plac Wielkopolski :) <3
justa o 2015-07-15 18:54:23 napisał:

no ja od niego zaczynałam. teraz biegam na wildecki :D moje poznańskie skąpstwo zwycięża, nawet jeżeli to kwestia złotówy czy 2 :D

Lifestylerka o 2015-07-15 12:10:22 napisał:
Jak maliny sa po 5 zł. to jeszcze nie jest tak źle z tymi cenami;). W moim warzywniaku wczoraj kupowałam za 5,50.
justa o 2015-07-15 18:56:21 napisał:

no proszę! a na wildeckim 3-4 zł :D

Targetowa o 2015-07-15 12:49:27 napisał:
Uwielbiam targowiska i ryneczki... Swego czasu mieszkałam w Londynie. i tam był taki jeden na Croydon, który uwielbiałam, nawet jak nie musiałam iść, to szłam -dla klimatu. I nigdy nie wracałam z pustymi rękoma.. :)
Pozdrawiam,
Targetowa
justa o 2015-07-15 18:55:17 napisał:

o właśnie! zawsze coś się dziabnie. dlatego staram sie mieć ograniczone fundusze :D

krajewskamartyna.blogspot.de o 2015-07-15 13:26:44 napisał:
Swietny post! Takie ryneczki zawsze maja w sobie jakas magie i taka... Polskosc :)
Monika Dudzik o 2015-07-15 16:03:13 napisał:
Nie byłam nigdy w Poznaniu, czas najwyższy się wybrać;)
justa o 2015-07-15 18:52:05 napisał:

zapraszam! przy okazji do justy na ciacho i latte lawendowe :D

Zastrzyk Inspiracji o 2015-07-15 19:40:24 napisał:
Wszystko wygląda tak apetycznie :)
justa o 2015-07-15 20:47:14 napisał:

bo wszystko nasze, nieprzetworzone, zdrowe... żyć nie umierać!

Ewa Olborska o 2015-07-16 10:57:21 napisał:
Mam wrażenie, że jestem dzieckiem XXI wieku (chociaż urodziłam się wcześniej) ;) i nie przepadam za ryneczkami. Nie za naszymi polskimi, Nie umiem się targować i chociaż wiem, że owoce i warzywa są lepsze niż w marketach, tam mi łatwiej wszystko wybrać... Na szczęście na osiedlu jest kilka miejsc, gdzie ludzie rozstawiają swoje warzywa i czasem u nich coś kupuję :)
justa o 2015-07-16 11:02:15 napisał:

no proszę! mam znajomych, którzy z dużym wyprzedzeniem i zapasem zamawiają owoce i warzywa przez internet - wszystko jest dla ludzi, a każdy ma swoje preferencje.
a ryneczki to moje jedyne miejsce, gdzie tłumy mnie nie irytują, gwar nie zagłusza myśli, a nadmiar zapachów tylko motywuje do zakupu :D

Dodaj komentarz: