2015-12-24 11:30:08

siemieniucha

A rzecz dzieje się dawno, dawno temu - nie wiadomo kiedy dokładnie - pod niekoniecznie odległymi strzechami... Gdzieś na terenach Wielkopolski. A może nie? Bo smaki i aromaty nie znają granic. Wędrują z wiatrem, na ustach i w myślach. I we wspomnieniach.

Pod tą strzechą gospodyni podśpiewuje pod nosem i z werwą uciera oleiste ziarna siemienia. Znad ognia dochodzi bulgot gotujących się ziemniaków. Bierze dużą chochlę, nabiera wrzątku i zalewa ziarna. I dosładza do smaku. Miesza, miesza i odstawia, żeby pyry odcedzić. Nalewa do michy siemieniuchę, dorzuca parujące pyry i jedzą. Do syta.

A tu oto prezent do oglądnięcia - KLIK - świątecznie i regionalnie. Za sprawą Owsianka i kawa oraz Food Illustration

1

Wiele, wiele lat później.
W marmurowym moździerzu elegancko ubrana kobieta uciera ziarenka siemienia. Przypomina sobie, jak obserwowała babcię kręcącą ziarenkami w starej makutrze. Babcia dodawała wszystko na oko. Jej pedantyzm na to nie pozwala. Idzie przemieszać jagły, i gotuje je dalej, aż woda odparuje. Sieka orzechy, suszone jabłka i śliwki. Z pietyzmem odmierza cztery razy tyle gorącej wody, co ucierała siemienia. Zalewa utarte ziarna i zagotowuje. Dodaje kaszę i owoce z orzechami. Soli lekko. Gotuje dalej. Dziwi się, że kiedyś jedli to jako zupę. Do niej zdecydowanie bardziej przemawia gęsta mamałyga. Na koniec gotowania dodaje miód - dla słodyczy. Nakłada niewielkie porcje - jest przecież Wigilia - nikt nie będzie się zapychał kaszą i ziarnami. Ale babcia zawsze podawała. Więc ona też. Z salonu dobiega wesoły gwar najbliższych. Zanosi świeżo podsmażone pierogi i karpia. Zdejmuje z ognia kapustę z grochem. Śledzie posypuje jeszcze pieprzem.
Kończy rozstawiać wigilijne specjały. Dzielą się opłatkiem. Śmieją, krzyczą, jedzą.
Pod koniec wieczerzy przypomina sobie o małych słoiczkach z babciną siemieniuchą. Pędzi do kuchni i podaje. Miała być gorąca. Ta już dawno ostygła. Ale kto się tym przejmie?
Rozdaje wszystkim smakołyk. I jedzą. Dla smaku. Dla zdrowia. Dla tradycji.

Siemieniucha jest tradycyjną zupą stanowiącą początkowo wybitnie proste, codzienne danie. Przygotowywana z 3 zaledwie składników, ewoluowała do rangi regionalnej wielkopolskiej potrawy wigilijnej, choć pod podobnymi nazwami występuje też w innych regionach Polski.
Może wydawać się banalna, niewyszukana, nieświąteczna. Ale tak jadano. I tak się jeszcze gdzieniegdzie je. Dla pamiętania.

2

Jak to jest zrobione?

  • 1 miara siemienia lnianego lub konopnego
  • 4 miary wrzątku
  • cukier do smaku

Ziarna utrzeć dokładnie w moździerzu, makutrze lub rozdrobnić w inny sposób. Zalać wrzątkiem, wmieszać i posłodzić. Podawać z ziemniakami w mundurkach albo z kaszą.

Tak wygląda wersja podstawowa. Najklasyczniejsza.
U nas podaje się jednak trochę wzbogaconą. Słodzimy miodem, dodajemy suszone jabłka, śliwki i posiekane orzechy włoskie. Ja posypuję jeszcze lekko cynamonem.
Każdy może oczywiście komponować swoje unikalne wersje.
Bazowa tradycja jest zachowana.

Nie przemawia do Was taki specjał?
Zastanówcie się. Potrawy wigilijne do lekkich nie należą. A taka porcyjka siemieniuchy na pewno pomoże organizmowi przygotować miejsce na bożonarodzeniowe pieczyste i inne frykasy.
Wiem co piszę. Babcia mi tak mówiła.

3

4

Komentarze:

blogierka o 2015-12-26 03:38:37 napisał:
OO- przyznam że pierwsze słyszę o takiej potrawie.
ps. Dziękuję za przepis na sernik- był pyszny! Wierz mi się lekko zjarał ale poza tym mniam :)
justa o 2015-12-26 08:30:53 napisał:

no to świętnie! :D

Daria @ bezgrzesznarozpusta.pl o 2016-01-08 22:36:47 napisał:
To dla mnie coś nowego! Dziękuję za inspirację! Pozdrawiam cieplutko, Daria
justa o 2016-01-09 00:44:17 napisał:

polecam - proste i zbawienne dla układu pokarmowego! :D

Dodaj komentarz: