2014-04-12 21:08:43

tort czekoladowy na dzień czekolady

Jest sobota. Miał być chleb. I był. Pyszny. Ale przepis jutro. Bo dziś święto czekolady.

Więc świętujemy. Czekoladujemy. Czekolizujemy. Tortem siostrzanej słodyczy.

fot2

Jak to jest zrobione?

Na biszkopt:
- 4 duże jaja
- 160 ml cukru
- 160 ml mąki tortowej pszennej
- 75 ml kakao
- łyżeczka proszku do pieczenia

Na poncz:
- pół szklanki mocnej herbaty
- sok z połowy cytryny
- 3 łyżki whisky/whiskey

Na krem:
- pół litra kremówki
- 2 opakowania śmietan-fix
- 125 ml cukru pudru
- 75 ml kakao

Na konfiturę:
- 2 łyżki kakao
- gorzka czekolada /tabliczka/
- konfitura wiśniowa /u mnie domowa/

Do dekoracji:
- 2 tabliczki gorzkiej czekolady

fot1

PONCZ:
Zaparzam herbatę. Mocną. Dodaję sok z cytryny. Studzę. Mieszam z alkoholem.

BISZKOPT:
Przesiewam mąką, kakao i proszek do pieczenia. Oddzielam białka od jajek. Ubijam białka na sztywną pianę. Powoli dodaję cukier, żółtka - nadal ubijając. Dosypuję kakaową mąkę i mieszam delikatnie szpatułą. Tortownicę wykładam papierem /wycinam nożyczkami kształt dna i pierścień osobno, żeby nie było zagnieceń/. Piekarnik rozgrzewam do 170 stopni Celsjusza i piekę około 30-40 minut. Do suchego patyczka. Biszkopt studzę. Wyjmuję z formy i kroję na 3 części.

KREM /przygotowuję w trakcie pieczenia biszkoptu/:
Ubijam schłodzoną dobrze kremówkę. Dodaję cukier przesiany z kakao, ciągle ubijając. Wsypuję śmietan-fix, miksuję do momentu uzyskania pożądanej konsystencji. Wkładam krem do lodówki.

KONFITURA:
Na patelni rozgrzewam konfiturę wiśniową. Dodaję kakao i połamaną czekoladę. Rozpuszczam - do uzyskania jednolitej masy. Studzę.

Pierwszą warstwę biszkoptu nasączam delikatnie ponczem /musi stanowić solidną podstawę/. Nakładam krem i warstwę konfitury czekowiśniowej. Powtarzam czynność z kolejnymi warstwami, nasączając wyższe partie biszkoptu trochę mocniej. Wyrównuję warstwy i boki. Wkładamy do lodówki.

fot3

DEKORACJA:
Do dekoracji wykorzystuję kafelek, który trzymam na takie okazje w zamrażalniku.

Czekoladę roztapiam w kąpieli wodnej. Delikatnie studzę – tak, żeby czekolada nie była gorąca, ale wciąż miała kremistą konsystencję. Przygotowuję tort.

Wylewam partiami czekoladę na zmrożony kafelek. Rozsmarowuję szpatułą i czekam aż lekko zastygnie - musi być ciągle elastyczna. Trwa to chwilę, moment. Zdejmuję płat czekoladowy z kafelka i okładam tort. Czynność powtarzam tak długo, aż płaty okolą cały tort.

Na wierzchu układam róże. Oprószam cukrem pudrem.

Patrzę. Podziwiam. I myślę o uśmiechach, które wywoła.

fot4

Komentarze:

Dodaj komentarz: